Większość poradników o Google Ads zakłada budżet 10–20 tys. zł miesięcznie i asortyment e-commerce z tysiącem SKU. Ale 80% firm, które do mnie trafiają, to lokalne biznesy z budżetem 1500–5000 zł/mies. — gabinety, usługi, warsztaty, kancelarie. I tu podejście jest kompletnie inne: zamiast skalować, trzeba precyzyjnie ciąć. Poniżej opisuję, jak prowadzę lokalne konta z małym budżetem, żeby nie przepalić pierwszych dwóch tysięcy na naukę algorytmu.
Realne minimum budżetu — ile potrzebuje algorytm
Google Ads potrzebuje danych do nauki. Im mniejszy budżet, tym wolniej się uczy — i tym większe ryzyko, że skończysz uczenie zanim algorytm cokolwiek zrozumie. Dla kampanii lokalnej w wyszukiwarce realne minimum to ok. 1500 zł/mies., pod warunkiem że tniesz wszystko co zbędne.
Przy takim budżecie nie ruszam Performance Max (za mało konwersji do nauki), nie ruszam Display (za dużo przypadkowego ruchu), nie ruszam YouTube (za szeroki zasięg). Zostaję przy kampaniach w wyszukiwarce — bo tam ktoś aktywnie szuka tego, co oferujesz, w Twoim mieście. To jedyny typ kampanii, który przy 50 zł dziennie daje realne szanse na zwrot.
Frazy z intencją lokalną — klucz do niskiego CPC
Fraza „dentysta" kosztuje 8–15 zł za kliknięcie i daje ruch z całego kraju. Fraza „dentysta Toruń Mokre" kosztuje 2–4 zł i daje pacjenta z Twojej dzielnicy. Różnica jest fundamentalna — i właśnie na niej opiera się cała strategia lokalnego konta.
Listy fraz, które budujemy dla lokalnych firm, zawierają trzy warstwy:
- [usługa] + [miasto] — „fizjoterapia Toruń", „mechanik samochodowy Bydgoszcz"
- [usługa] + [dzielnica/osiedle] — „dentysta Toruń Rubinkowo", „fryzjer Wrzeszcz Gdańsk"
- [usługa] + intencja — „fizjoterapia Toruń umów wizytę", „mechanik Bydgoszcz cennik"
Trzecia warstwa — frazy z intencją — jest najcenniejsza, bo filtruje ludzi, którzy są gotowi do działania. „Umów wizytę", „cennik", „telefon", „opinie" — to sygnały, że ktoś nie szuka informacji ogólnych, tylko chce kupić.
Geotargeting — mniejszy promień, lepsza jakość
Domyślne ustawienie Google Ads to „osoby w lokalizacji lub zainteresowane lokalizacją". To znaczy, że Twoja reklama na „mechanik Bydgoszcz" wyświetla się też komuś z Warszawy, kto kiedyś szukał czegoś o Bydgoszczy. Pierwszy krok: zmieniam na „osoby w tej lokalizacji lub regularnie w niej przebywające" — i od razu filtracja rośnie.
Dla biznesów ściśle lokalnych (gabinety, warsztaty, restauracje) ustawiam promień 15–25 km od siedziby, zamiast całego miasta. To brzmi ograniczająco, ale przy małym budżecie każde kliknięcie z 50 km dalej to wyrzucone pieniądze — bo taki klient i tak nie dojedzie.
Wykluczenia — gdzie lokalne konta tracą najwięcej
Przy budżecie 50 zł dziennie jedno złe kliknięcie za 8 zł to 16% dziennego budżetu. Dlatego listy wykluczeń na małych kontach muszą być agresywne od pierwszego dnia:
- Frazy informacyjne — „co to jest", „jak działa", „ile trwa" (chyba że prowadzisz bloga i chcesz ruch informacyjny)
- Frazy z „darmowe", „za darmo", „bezpłatne" — chyba że Twoja usługa faktycznie jest bezpłatna
- Konkurencja po nazwie — „[Twoja usługa] [nazwa konkurencji]" generuje kliknięcia, ale konwersje z tego są bliskie zeru
- Frazy edukacyjne — „kurs [usługa]", „jak zostać [specjalizacja]", „szkolenie [branża]"
Przeglądanie raportu wyszukiwań co tydzień i dodawanie wykluczeń to najważniejsza czynność na małym koncie. Rutynowa, nudna — i odpowiada za 20–30% oszczędności budżetu.
Pomiar telefonów i tras w Google Maps
Lokalne firmy konwertują inaczej niż e-commerce. Nie masz koszyka i thank-you page — masz telefon, formularz i przycisk „wyznacz trasę" w Google Maps. Jeśli tego nie mierzysz, Google Ads nie wie, co jest konwersją, i optymalizuje pod kliknięcia zamiast pod realne kontakty.
Minimum, które ustawiam na każdym lokalnym koncie:


