Sklep huka.com.pl — premium akcesoria dla psów na WooCommerce — miał solidny ruch i realną sprzedaż, ale jeden, kosztowny problem: pomiar konwersji praktycznie nie działał. Z Google Analytics wynikało, że nawet 90% ruchu pochodzi z Google Ads, a w panelu Ads do konta przypisywało się tylko co piąte–ósme zamówienie. Algorytm Smart Bidding dostawał zaszumione dane i nie potrafił uczyć się sprzedaży. W tym case study opisujemy, jak zdiagnozowaliśmy źródło problemu — i jak postawiliśmy pomiar od zera, w kodzie motywu, z jednym czystym kanałem zamiast kilku nakładających się wtyczek.
Projekt
- Klient: huka.com.pl — akcesoria premium dla psów (WooCommerce)
- Zakres: audyt i wdrożenie zaawansowanego pomiaru e‑commerce (GTM, GA4, Google Ads, Consent Mode v2)
- Realizacja: czerwiec 2026, Max Digital
Punkt wyjścia — pomiar był, danych nie było
Klient trafnie opisał problem jednym zdaniem: do Google Ads przypisywała się mniej więcej co piąta–co ósma transakcja, co przy 90% ruchu z kampanii było po prostu niemożliwe. Algorytm optymalizujący stawki dostawał zaszumione, niewiarygodne dane — i nie potrafił się rozkręcić. W praktyce: kampanie nie skalowały sprzedaży, mimo że potencjał ruchu i konwersji w sklepie był.
Audyt pokazał, że problem nie polegał na braku danych. Polegał na danych śmieciowych wysyłanych z kilku nakładających się systemów naraz.
Co znaleźliśmy po stronie sklepu
1. Pomiar sklejony z przypadkowych wtyczek
Przez ostatni rok sklep przeszedł przez kilka rozwiązań analitycznych: Site Kit, osobna wtyczka GA, PixelYourSite, GTM4WP. Każde z nich zostawiło po sobie warstwę konfiguracji wzajemnie się gryzącą z pozostałymi. Kluczowy kontener Google Tag Managera miał wyłączone ładowanie — dane się przygotowywały, ale nie miały jak trafić do Google.
2. Drugi, ukryty system śledzenia
Najpoważniejsze odkrycie audytu: wtyczka „Google for WooCommerce", uznawana powszechnie za narzędzie wyłącznie do feedu produktowego, w rzeczywistości wstrzykiwała własny, równoległy tag Google — ładujący GA4, konto Google Ads i stary, niedostępny już kontener GTM. To ona dublowała wysyłki i reanimowała przestarzałą konfigurację, której właściciel sklepu nie był już w stanie edytować.
3. Zgody działały odwrotnie
Baner cookies był ustawiony tak, że pomiar startował z domyślnym stanem „zgoda udzielona" — tagi marketingowe i analityczne odpalały się jeszcze zanim użytkownik cokolwiek kliknął. To problem zarówno z RODO, jak i z jakością danych. Dodatkowo pozbawiał konfigurację korzyści z poprawnego Consent Mode v2 (bez sygnałów zgody Google Ads nie buduje pełnych modeli atrybucji ani list remarketingowych w UE).
4. Atrybucja w sklepie się sypała
Analiza ostatnich 400 zamówień pokazała, że około 61% z nich nie miało użytecznego źródła — 33% było zupełnie pustych, mimo że gros ruchu pochodził z reklam płatnych. Wbudowany w WooCommerce mechanizm zapamiętywania źródła był blokowany przez baner zgód, więc dla większości użytkowników po prostu nie zapisywał, skąd przyszli.
Błędy w samym koncie Google Ads
Druga połowa problemu leżała nie w sklepie, lecz w konfiguracji konta reklamowego. Jako konwersje podstawowe — czyli te, pod które algorytm optymalizuje stawki — ustawione były cztery działania, w tym takie, które konwersjami w ogóle nie są:
| Działanie ustawione jako podstawowe |
„Konwersje" w okresie |
| Wyświetlenie strony (to nie jest konwersja) |
ponad 20 000 |
| Dodanie do koszyka |
~900 |
| Rozpoczęcie płatności |
~300 |
| Zakup (realny cel) |
~90 |
Do tego sama konwersja zakupu odpalała się błędnie — na każdej stronie i z wartością zerową. W praktyce oznaczało to, że Smart Bidding był trenowany, żeby zdobywać odsłony i dodania do koszyka, a nie sprzedaż. Algorytm robił dokładnie to, o co go „poproszono" — tyle że poproszono o coś bezużytecznego. To jedna z głównych przyczyn, dla których kampanie nie potrafiły się nauczyć dowozić zakupów.
Baner zgód, który dało się pominąć
Z atrybucją wiązało się jeszcze jedno ustalenie. Baner cookies na desktopie dało się po prostu zignorować — ładował się w rogu ekranu, nie wymuszał żadnej decyzji, więc spora część ruchu przechodziła obok niego bez wyboru. To szkodziło podwójnie: obniżało liczbę zgód (a więc dane w GA4 i Google Ads), a dodatkowo „dobijało" atrybucję w WooCommerce, która — jak się okazało — jest domyślnie uzależniona właśnie od zgody na cookies marketingowe. Im mniej zgód, tym więcej zamówień bez przypisanego źródła. Na urządzeniach mobilnych baner działał dobrze; problem dotyczył wyłącznie desktopu.
Co zrobiliśmy — pomiar od zera, w kodzie motywu
Pomiar zbudowaliśmy od podstaw, w kodzie motywu sklepu, zgodnie z zasadą „jeden czysty kanał zamiast kilku przypadkowych wtyczek".
Kod w motywie potomnym
Osadzenie nowego kontenera GTM, poprawny Consent Mode v2 (domyślnie odmowa, zgoda dopiero po wyborze w banerze) oraz kompletna warstwa danych e‑commerce: wejście na produkt, listy produktów, dodanie do koszyka, rozpoczęcie zamówienia i zakup z prawdziwą wartością, walutą, produktami i numerem transakcji.
Nowy, czysty kontener GTM
Google Analytics 4 z pełnym e‑commerce oraz poprawna konwersja zakupu do Google Ads, z realną wartością i zabezpieczeniem przed podwójnym liczeniem. Wszystko sterowane zgodami — żaden tag nie odpala się przed świadomym wyborem użytkownika.
Odcięcie starego bałaganu
- Wyłączenie wtyczki GTM4WP,
- Odpięcie starego kontenera GTM (który trzymał się aż w trzech miejscach naraz),
- Wyłączenie równoległego tagu z „Google for WooCommerce" przy zachowaniu feedu do Merchant Center,
- Uprzątnięcie zaległych konfiguracji po usuniętych wtyczkach.
Uporządkowanie konwersji w Google Ads
Jedyną konwersją podstawową został Zakup z prawdziwą wartością. „Dodanie do koszyka" i „Rozpoczęcie płatności" zeszły do roli obserwacyjnej, a „Wyświetlenie strony" jako działanie konwersji zostało usunięte. Algorytm dostał wreszcie jeden, czysty sygnał, na którym może się uczyć.
Pełna atrybucja źródeł zamówień
Źródło wejścia (kampania, kanał, kliknięcie reklamy) zapisywane jest teraz dla każdego zamówienia jako dane pierwszostronne, niezależnie od zgody marketingowej. Dzięki temu panel sklepu pokazuje realne źródła sprzedaży zamiast „nieznanych". To świadoma decyzja właściciela — dane są pierwszostronne i nie są przekazywane podmiotom trzecim.
Przebudowa banera cookies na desktopie
Baner trafił na środek ekranu, z delikatnie przyciemnionym tłem, tak aby prowadził do świadomego wyboru — z zachowaniem równorzędnego przycisku „Odmów" (to nie jest cookie‑wall). Wyższa liczba zgód to lepsze dane w GA4 i Google Ads. Wersja mobilna pozostała bez zmian.
Efekt — jeden czysty kanał pomiaru
Po wdrożeniu sklep ma jeden, czysty kanał pomiaru zamiast kilku nakładających się systemów. Z technicznego punktu widzenia oznacza to konkretne, sprawdzone zmiany:
- pomiar przestał wysyłać dane przed zgodą — jest zgodny z Consent Mode v2 i z RODO,
- algorytm Google Ads dostaje wreszcie czysty sygnał: realny zakup z prawdziwą wartością, zamiast dziesiątek tysięcy bezużytecznych „konwersji" z odsłon,
- dane e‑commerce w GA4 są kompletne i spójne (wartość, waluta, produkty, identyfikator transakcji),
- panel WooCommerce pokazuje realne źródła zakupów zamiast „nieznanych", a poprawiony baner zgód podnosi kompletność danych w całym ekosystemie,
- pomiar jest wpięty w kod motywu — łatwiejszy w utrzymaniu i rozbudowie, bez uzależnienia od przypadkowego zestawu wtyczek.
Najważniejsze jest to, że kampanie zaczynają od teraz uczyć się na właściwym celu — na sprzedaży. To warunek, bez którego żadna optymalizacja budżetu nie miała szans zadziałać.
Wnioski
Ten projekt dobrze pokazuje, że „włączona analityka" i „działająca analityka" to dwie różne rzeczy. Sklep formalnie miał wdrożony pomiar i kilka narzędzi Google, a mimo to wysyłał dane, których nie dało się użyć. Wartość nie powstała przez dołożenie kolejnego narzędzia, tylko przez uporządkowanie tego, co już było, i zbudowanie pomiaru od podstaw — w kodzie, pod kontrolą, z jednym źródłem prawdy.
Jeśli Twój sklep wygląda podobnie — kilka wtyczek do analityki, niepewność co do tego, które dane są prawdziwe, kampanie Ads, które „nie potrafią się rozkręcić" — zacznij od audytu. Zaawansowane śledzenie konwersji w naszym wykonaniu to nie kolejna wtyczka, tylko jeden czysty kanał pomiaru pod kontrolą Twojego motywu — zgodny z Consent Mode v2, RODO i sposobem, w jaki Google Ads i GA4 naprawdę uczą się Twojej sprzedaży.